Porady

8 zdań, których lepiej nie mówić szefowi. Nawet jeśli masz rację

Jedno zdanie wypowiedziane w złym momencie potrafi zmienić zwykłą rozmowę z szefem w niepotrzebny konflikt. Problem w tym, że wiele takich zwrotów brzmi całkiem niewinnie. „To nie moja wina”, „nie da się” albo „to nie należy do moich obowiązków” może nawet być zgodne z tym, co pracownik myśli. Sposób, w jaki to mówi, może jednak zdecydować o tym, jak zostanie odebrany.

Nie chodzi o potakiwanie przełożonemu ani zgodę na wszystko. Czasem wystarczy powiedzieć dokładnie to samo inaczej, żeby obronić swoje stanowisko i jednocześnie nie zamknąć sobie drogi do dalszej rozmowy.

„To nie należy do moich obowiązków”. Z tym zdaniem lepiej uważać

Dostajesz kolejne zadanie i pierwsza myśl brzmi: „przecież nie po to mnie zatrudnili”. Wypowiedzenie tego wprost może jednak szybko zaostrzyć sytuację.

Kodeks pracy mówi, że pracownik ma stosować się do poleceń przełożonych, jeśli dotyczą one pracy i nie są sprzeczne z prawem ani z umową o pracę. Sam fakt, że konkretnego zadania nie ma wypisanego w punktach w zakresie obowiązków, nie zawsze oznacza więc, że można odmówić jego wykonania. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wskazuje również, że w określonych sytuacjach polecenie wykonania innej pracy nie musi być sprzeczne z prawem ani umową.

Jeśli nowe zadanie budzi wątpliwości, lepiej zapytać: „Czy możemy ustalić, jak to zadanie wpisuje się w moje obecne obowiązki?”. Gdy problemem jest nadmiar pracy, jeszcze lepiej poprosić o wskazanie priorytetu. To stawia granicę bez rozpoczynania rozmowy od odmowy.

„To nie moja wina”. Nawet jeśli naprawdę nie zawiniłeś

Kiedy szef pyta o błąd, naturalnym odruchem jest obrona. Krótkie „to nie moja wina” może jednak zabrzmieć jak próba szybkiego odsunięcia od siebie odpowiedzialności.

Znacznie mocniej działają fakty. Jeśli swoją część zadania wykonałeś prawidłowo, powiedz, co dokładnie zrobiłeś, kiedy przekazałeś pracę dalej i gdzie pojawił się problem. Nie musisz przyjmować na siebie cudzego błędu, ale nie musisz też zaczynać rozmowy od szukania winnego.

Zamiast „to nie moja wina” lepiej powiedzieć: „Swoją część zakończyłem wczoraj i przekazałem ją dalej. Sprawdźmy, co wydarzyło się później”.

„Nie da się”. Dwa słowa, które zamykają rozmowę

Termin jest nierealny, brakuje ludzi albo masz już trzy pilne zadania. Czasem naprawdę nie da się zrobić wszystkiego. Samo „nie da się” zostawia jednak szefa bez informacji, dlaczego jest to niemożliwe.

Lepsza odpowiedź pokazuje ograniczenie i daje wybór. „Mogę skończyć to dzisiaj, ale wtedy zadanie X przesunie się na jutro. Co jest ważniejsze?” brzmi zupełnie inaczej niż krótka odmowa.

To również dobry sposób na sytuację, w której kolejne obowiązki po prostu przestają mieścić się w czasie pracy. Nie obiecujesz niemożliwego, ale też nie zostawiasz przełożonego z samym problemem.

„Zawsze tak robiliśmy”. Dla szefa może to zabrzmieć jak opór przed każdą zmianą

Dotychczasowy sposób pracy może być naprawdę lepszy. Problemem nie jest jego obrona, tylko argument.

„Zawsze tak robiliśmy” nie mówi nic o tym, dlaczego stara metoda działa. Lepiej pokazać konkretny skutek: nowy sposób zajmie więcej czasu, zwiększy liczbę błędów albo utrudni pracę klientom.

Wtedy nie bronisz przyzwyczajenia. Pokazujesz, że masz powód, by zakwestionować zmianę.

„I tak szukam czegoś lepszego”. Szef naprawdę nie musi tego wiedzieć

Nie warto mimochodem informować przełożonego, że jesteś w firmie tylko do czasu znalezienia lepszej pracy. Taka uwaga może zostać odebrana jako sygnał, że nie wiążesz już z tym miejscem żadnych planów i tylko czekasz na okazję do odejścia.

Możesz aktywnie szukać nowej pracy i jednocześnie normalnie wykonywać obecną. Mówienie szefowi, że mentalnie jesteś już poza firmą, zwykle nie daje Ci żadnej przewagi. Może za to wpłynąć na to, komu zostanie powierzony ciekawy projekt, szkolenie czy większa odpowiedzialność.

Jeśli decyzja o odejściu jest już podjęta, najlepiej zakomunikować ją wtedy, kiedy rzeczywiście składasz wypowiedzenie.

„To tylko 15 minut”. Tak można pogorszyć sytuację po spóźnieniu

Bagatelizowanie spóźnienia może pogorszyć sytuację zamiast ją uspokoić. Problemem staje się wtedy nie tylko samo spóźnienie. Pracownik może sprawić wrażenie, że zasada, której ma przestrzegać, jego zdaniem nie jest szczególnie ważna.

W Polsce czas pracy nie jest kwestią uznaniową. Kodeks pracy wśród podstawowych obowiązków pracownika wymienia przestrzeganie czasu pracy ustalonego w zakładzie.

Jeśli zdarzyło Ci się spóźnić, lepiej krótko to przyznać i wyjaśnić sytuację. Próba udowadniania szefowi, że kwadrans „to przecież nic”, zwykle nie pomaga.

„Bez podwyżki odchodzę”. Nie stawiaj ultimatum, jeśli nie jesteś gotowy go spełnić

Rozmowa o podwyżce może być trudna, ale groźba odejścia jest jednym z najmocniejszych argumentów, jakie można w niej wykorzystać. Problem pojawia się wtedy, gdy to tylko blef.

Szef może po prostu odpowiedzieć: „rozumiem”. Wtedy pracownik zostaje z ultimatum, którego wcale nie chciał realizować.

Mocniejszą pozycję daje rozmowa o konkretach: nowych obowiązkach, wynikach, odpowiedzialności, osiągnięciach czy zmianie zakresu pracy. A jeśli masz inną ofertę i naprawdę jesteś gotowy odejść, sytuacja jest już zupełnie inna.

„Nie wiem”. Te dwa słowa nie są problemem. Problemem jest kropka

Nikt nie zna odpowiedzi na każde pytanie. Przyznanie „nie wiem” jest często znacznie lepsze niż wymyślanie odpowiedzi na poczekaniu.

Źle wygląda dopiero sytuacja, w której rozmowa na tym się kończy. „Nie wiem, ale sprawdzę i wrócę z odpowiedzią” przekazuje zupełnie inny komunikat. Nie udajesz eksperta, ale bierzesz odpowiedzialność za znalezienie informacji.

Szczególnie przy błędach, pieniądzach, dokumentach czy klientach zgadywanie może przynieść znacznie więcej szkody niż uczciwe przyznanie, że czegoś trzeba się dowiedzieć.

„On zawsze robi wszystko źle”. Konkret działa lepiej niż ocena człowieka

Masz prawo powiedzieć przełożonemu, że zachowanie współpracownika utrudnia Ci pracę. Duża różnica jest jednak między zgłoszeniem problemu a wystawieniem komuś ogólnej oceny.

„On jest leniwy i zawsze wszystko robi źle” niewiele mówi. „W tym tygodniu trzy razy dostałem dokumenty po terminie i przez to nie mogłem zakończyć swojej części zadania” daje szefowi konkretną informację.

Daty, sytuacje i skutki są znacznie trudniejsze do zignorowania niż opinia o czyimś charakterze. Pomagają też uniknąć sytuacji, w której rozmowa o realnym problemie zamienia się w konflikt między pracownikami.

Nie musisz zgadzać się z szefem. Liczy się sposób, w jaki to pokazujesz

Dobra komunikacja z przełożonym nie oznacza zgadzania się na wszystko. Pracownik może kwestionować decyzję, zgłaszać przeciążenie, wskazywać błędy i pytać, dlaczego dostał nowe zadanie. Są też sytuacje, w których polecenia nie należy wykonywać.

Kodeks pracy wyznacza tu jasną granicę: obowiązek stosowania się do poleceń przełożonego dotyczy poleceń związanych z pracą, które nie są sprzeczne z prawem ani umową o pracę.

Czasem wystarczy zmienić sposób, w jaki mówisz o problemie. Zamiast krótkiego „nie zrobię tego” lepiej wyjaśnić, co stoi na przeszkodzie. „Mogę się tym zająć, ale wtedy nie skończę dziś drugiego zadania. Co mam zrobić najpierw?” brzmi rzeczowo i pozwala wspólnie ustalić priorytety.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nie możesz kopiować zawartości tej strony. Treści są chronione prawem autorskim.

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.